Dziewczyna z Gwiazd
- Jennifer...? Powiedz coś! Cokolwiek! - zakrzyknęła Ashley, wręcz płaczliwym tonem, potrząsając rękami Jenni.
Jennifer, teraz już cała zielona, jednak nie odzywała się dalej.
Strach sparaliżował ją całkiem, a jednocześnie chciała mówić i robić tyle rzeczy...przedewszystkim przeprosić Ashley.
Nie powinna ukrywać prawdy, pomimo wszystko. Nawet jeśli ona by jej nie zrozumiała.
- Ashley, ja...przepraszam...przepraszam..- wychrypiała w końcu, i przytuliła się do dziewczyny a po jej policzkach spłynęły łzy - Tak bardzo chciałabym teraz...
- Po prostu wyjaśnij...wyjaśnij...to jakaś sztuczka? Niespodzianka? Jennifer...
Ashley była zdruzgotana.
Jak każdy człowiek przystosowana była do sztywnych reguł świata, nie przewidujących żadnych odstępstw. Niewyjaśnione zdarzenia pozaziemskie rasy, magia i cała reszta nie miały prawa bytu w doskonale ułożonym, logicznym świecie, na Ziemi.
Ale jednak istniały...i Jennifer nie zamierzała już tego ukrywać.
Bała się konsekwencji, ale była winna swojej ukochanej prawdę, choćby przyszło jej zapłacić za to wielką cenę.
Opowiedziała zatem Ashley o innych światach, setkach różnych ras, o wielkich konfliktach, tęsknotach, niezrozumieniu...i w końcu o swoim domu.
Thuban.
Niewielkiej, urokliwej planecie, zamieszkanej przez Reptilian...
-...zmiennokształtne jaszczurki? - wcięła się w końcu Ashley, powoli dochodząc do siebie po małym szoku - Żartujesz, prawda?
- Powiedziałam ci całą prawdę, Ashley...- pokręciła głową - Jeśli mnie teraz nienawidzisz i chcesz odejść, nie będę cię zatrzymywać.
Ashley otwierała kilka razy usta, chcąc coś powiedzieć, jednak nie potrafiła wyartykułować ani jednego słowa. Nic.
Na jej twarzy nie było właściwie gniewu, ani strachu, czy nawet odrobiny żalu...właściwie nie było nic. Tak sensacyjna wiedza, wstrząsnęła młodą dziewczyną do tego stopnia, że nie umiała objąć jej umysłem ani uczuciami.
Po bezowocnych próbach powiedzenia czegokolwiek podniosła się w końcu z łóżka, zabrała swoją kurtkę i opuściła mieszkanie.
Jennifer usłyszała tylko odgłos zamykanych drzwi i opadła na poduszki, by po chwili rozpłakać się na dobre.
Płakała tak i płakała, nie potrafiąc już zasnąć, ale i nie mogąc się ruszyć z miejsca.
Cisza była nieznośna jak nigdy, a każda minuta zdawała się trwać wieki.
W beznadziejnej rozpaczy, różne myśli błąkały się po jej głowie, niszcząc ją całkiem od środka, i kusząc najgorszymi rozwiązaniami.
Jednak...Jennifer nie była typem osoby, która łatwo się poddaje i załamuje.
Przeszła już na tyle dużo i wciąż żyła.
Wciąż miała cel...i wciąż miała dokąd wrócić, nawet jeśli tutaj już nie było dla niej miejsca.
Po dobrych kilku godzinach płaczu, zebrała się w końcu w sobie i wstała.
Rzucając ostatnie, tęskne spojrzenia na mieszkanie które dzieliła z Ashley, i zbierając z jednej półki małą błyszczącą rzecz, wyszła w końcu na zewnątrz, i pewnym krokiem podążyła w stronę obrzeży miasta.
Niebo było jeszcze dość ciemne, ale Jennifer wiedziała że powoli zbliża się poranek, więc spieszyła jak tylko mogła, starając się unikać ludzi, których - akurat w Los Angeles - na ulicach było mnóstwo, niezależnie od pory.
W końcu jednak młoda Reptilianka dotarła do celu, zatrzymując się na chwilę by złapać oddech, zanim przez specjalnie zakonspirowaną wyrwę w ścianie, weszła do środka opuszczonego magazynu.
Gdyby miejsce to znalazł ktokolwiek inny, zapewne zdębiał by na widok tego, co znajdowało się w środku.
Dla Jennifer jednak, niewielki wahadłowiec zaparkowany po środku wielkiej hali nie był żadnym zaskoczeniem - sama go tutaj pozostawiła, gdy przybyła z Thuban na Ziemię.
Nie zwlekając dłużej, Jenni weszła na pokład, rozsiadła się w fotelu w kabinie pilota i ustaliła kurs, po czym ,,Lizard" z niemałym hukiem wzbił się w powietrze, by po chwili opuścić Ziemską atmosferę.
Reptilianka westchnęła głośno i otworzyła ściśniętą do tej pory dłoń, w której trzymała ów błyskotkę zabraną z mieszkania.
Była to jedna z kolorowych spinek jej dziewczyny.
- Nigdy, nigdy cię nie zapomnę, Ashley.. - powiedziała cicho, przyciskając rękę ze spiną do swojego serca...
Tymczasem w opuszczonym jeszcze niedawno przez dwie piękne dziewczyny mieszkaniu, rozległ się odgłos otwieranych drzwi.
Gdy minęło już zaskoczenie, Ashley postanowiła wrócić.
Nie chciała ranić, ani zostawiać Jennifer i miała zamiar ją przeprosić.
- Jennifer? - weszła powoli do środka, zaskoczona trochę głuchą ciszą - Jenni, wróciłam, chciałam ci powiedzieć że bardzo bardzo cię przepraszam, i możesz być zła i nawet się nie odzywać, ale...Jennifer, jesteś tu?
Nie trzeba było długo szukać, by odkryć że reptilianki nie było już tutaj.
Ashley się spóźniła. Żałując że w ogóle opuściła miłość swojego życia choć na chwilę, dziewczyna upadła na kolana i zaczęła płakać, tak gorzko jak jeszcze nigdy, i długo, długo jeszcze wzywać jedno imię, nim w końcu zasnęła...
Podoba mi się! Tylko ten dzisiejszy rozdział taki smutny. :/ Mam nadzieję, że później będzie wesoło i nie będę płakać. X'''D Ogólnie szkoda mi ich obu teraz i solidaryzuję się z Ashley całym serduszkiem.
OdpowiedzUsuńMam chorobliwy talent do smutnych historii, wybacz xD
UsuńAle mogę obiecać że będzie wiele pozytywnych rzeczy, i okazji do radości a z Ashley nie żegnamy się na zawsze :3